Archiwum 08 grudnia 2009


gru 08 2009 12t4dz
Komentarze: 2

ok, zaczynamy.

mamy dziś szkrabie 12t4dz. możemy mówić o sobie głośno i się nie bać o 2 kroki za dużo, gdy idę na około do toalety. nie możemy skakać z radości ale możemy błogo się uśmiechać i robić zawiasowy gap w ścianę, bo co. bo możemy :)) czuję Ciebie bezpieczniej.

 

wczoraj pierwszy raz napadło mnie na kiszonki. ach :) po słoiku ogórców, z których Potwór wyjadł może 3, a my resztę + wydudnienie całej zawartości pitnej pozostałej, trudno mi myśleć o czymkolwiek innym. może dlatego, że wciąż czuję przemęczenie jelit, bo musiały wczoraj przeżyć istne apogeum, a może dlatego że na samo wspomnienie tego smaku nie nadąża z przełykaniem śliny i obmyślaniem nikczemnego planu powtórki tego czynu i dziś wieczorem.

 

poza tym, nie licząc weekendowego szału za grysikiem z truskawkowym syropem, dokładnie takim jaki serwowali w przedszkolu 20lat temu, nie odnotowałam żadnych zachcianek w ostatnich 4 dniach. fakt faktem, smaczki to chyba najwyraźniejszy objaw stanu w jakim się znajdujemy, bo wymiotów, nudności, zgagi, a nawet bólu piersi prawie że brak. za to przybyło nam 5,5 kg i jak na 12tyg to wyglądamy już dosyć konkretnie. nie, nie będę się martwić jak to zrzucę później, bo przecież będę to robić później. poza tym martwienie się i ogólnie histerie źle na nas działają,a  ostatnio i tak ich przybywa, bo do płaczu, krzyku, awantury i w ogóle totalnie spieprzonego wieczoru doprowadzają mnie coraz błahsze wybryki słowne Potwora. a i on jakoś mniej cierpliwy się zrobił, czyżby miał już dosyć? to będzie się musiał jeszcze pomęczyć ;p

 

do wczoraj byłam przekonana szkrabie, że jesteś dziewczynką. czy ten dyndak, który ujrzałam na usg, na którym i tak trudno mi rozpoznać cokolwiek nie licząc Twojej ogromnej średnio proporcjonalnej do reszty głowy, to dyndak z prawdziwego zdarzenia, czy kość ogonowa;>?

 

ach, idę spać. trudno mi się siedzi dłużej przy kompie niż godzinę, bo po leżących tylu tygodniach, mimo że mamy pozwolenie na bardziej lajtowy tryb życia - ciało zapomniało jak to jest. poza tym przysypiam. i poza tym mam stresa, bo czeka mnie dziś wizyta w pracy, zawiezienie kolejnego L4 i w ogóle pozbieranie swoich rzeczy (w tym kubka, w którym boję się pomyśleć co już się wyhodowało)... nie wiem jak szefowi to powiedzieć, że nie wrócę. nie dość że po znajomości załatwiona, to przechodziłam do tej pracy 4mies, nie wiele zrobiłam i taki numer. wpadeczko Ty nasza ;p ale jesteś szkrabie najważniejszy. choć źle się z tą sytuacją czuję, wiem że muszę to zwyczajnie olać. przynajmniej póki co.

 

kadara : :